Opatrzność na pomniku

Drukuj

Na marginesie awantury z powodu przyznania przez Ministerstwo Kultury 6-milionowej dotacji na Świątynię Opatrzności Bożej w Wilanowie, przyszło mi do głowy aby poprosić jakiegoś uczonego teologa (bo sam nie potrafię rozgryźć tego problemu) cóż to takiego jest owa „Opatrzność Boża” i w czym mianowicie się przejawia?

Czy może w tym, że w wyniku słynnego tsunami, jakie zaatakowało Azję południowo-wschodnią w grudniu 2004 roku, zginęło tylko 300 tysięcy ludzi, a nie pół miliona albo milion? Czy może w tym, że pomimo szalejącego w Afryce wirusa HIV oraz kościelnego zakazu używania prezerwatyw, nie wymarli dotąd wszyscy afrykanie i wciąż jeszcze może tam sobie spokojnie umierać z głodu?
Stawianie pomników winno mieć jakis sens, zwłaszcza pomników tak monumentalnych jak wilanowska świątynia. Chciałbym zrozumieć ten sens, ale nie potrafię. Powiadają mi dość często, że to kwestia wiary i że widocznie łaską tej wiary nie zostałem obdarzony. Zdumiewa mnie takie stawianie sprawy, bo dlaczego niby dystrybucja różnych łask przez byt wszechmocny i doskonały miałaby być tak niedoskonała, zatrącająca o fanaberię lub zgoła złośliwość?
Kiedy tak bezceremonialnymi pytaniami przypieram do muru swoich obdarzonych łaską rozmówców, zazwyczaj słyszę w końcu, że to problemy „nie na ludzki rozum”. Jednak po co niby jakiś inny – Wielki Rozum miałby fundować człowiekowi takie nierozwiązywalne rebusy, tego moi rozmówcy wykoncypować nie potrafią…
Nie miałbym Panu za złe, Panie Ministrze Zdrojewski, owych sześciu darowanych milionów, a nawet i większej kwoty, gdyby tylko potrafił Pan uzasadnić obiektywnie jakiś racjonalny sens tej dotacji. Bo dziękowanie abstrakcyjnej „Opatrzności”, której nawet uczciwie zdefiniować nie sposób, nie jest – moim i innych zdaniem – powodem wystarczającym i przekonującym. I stąd to silne wzburzenie tak wielu, którzy nie dają się zbyć patetycznymi mistycznymi frazesami.

Janusz Malinowski

wolnomyśliciel i wolny publicysta

Czytaj również